Miejskie Przygody http://www.miejskieprzygody.pl Praca, rozwój osobisty, życie towarzyskie – porady i wskazówki. Bo życie w mieście to przygoda: osobista i zawodowa. Sun, 01 Jul 2018 11:32:10 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.3.17 Mężczyzna na ławce http://www.miejskieprzygody.pl/mezczyzna-na-lawce/ http://www.miejskieprzygody.pl/mezczyzna-na-lawce/#comments Sun, 01 Jul 2018 11:08:37 +0000 http://www.miejskieprzygody.pl/?p=14684 Płatki śniegu pokrywały drewnianą ławkę. Siedzący na niej Mężczyzna zdawał się tego nie zauważać. Jego brwi przybrały kształt sopli lodu. Niewidzący wzrok wpatrywał się w przestrzeń, a ręka miarowo ugniatała zapisaną kartkę, której nie dałoby się już odczytać. Dla osób...

The post Mężczyzna na ławce appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
Płatki śniegu pokrywały drewnianą ławkę. Siedzący na niej Mężczyzna zdawał się tego nie zauważać. Jego brwi przybrały kształt sopli lodu. Niewidzący wzrok wpatrywał się w przestrzeń, a ręka miarowo ugniatała zapisaną kartkę, której nie dałoby się już odczytać.

Dla osób przechodzących peronem wyglądał na zamyślonego, może zagubionego, podróżnego. Dziwnym tylko wydawało się im, że siedzi tu, na otwartej przestrzeni, pozwalając białym płatkom opadać na jego postać, zamiast skryć się w cieple dworcowej poczekalni lub przynajmniej pod dachem osłaniającym część peronu.

Nie widzieli oni, że mężczyzna bardzo daleki jest od bycia zagubionym. Że jego myśli precyzyjnie przemieszczają się z neuronu do neuronu, a umysł wypełnia jedna myśl, której się w całości poświęcił: morderstwo.

 

W przeszłości był znany, (sławny nawet w niektórych kręgach!) a gazety ustawiały się w kolejkach po wywiady. Na półce w jego salonie stały rzędem trofea, puchary i medale, a na ścianie wisiały dyplomy. Ta kolekcja była jego chlubą. Była potwierdzeniem zarówno wrodzonego talentu, jak i ciężkiej pracy, którą codziennie wkładał w jego szlifowanie.

Czy jego rodzice, kiedy się rodził, spodziewali się, że osiągnie takie wyżyny? Czy mieli przeczucie, że w tym małym, płaczącym zawiniątku drzemie talent? I czy wiedzieli, że to wszystko: sława, nagrody, prestiż, jednego dnia znikną jak rozdmuchany przez wiatr dym? Jak to dobrze, że nie dożyli tego dnia, kiedy wszystko zostało mu odebrane. Kiedy z dnia na dzień stracił pracę, w której był najlepszy i kiedy dano mu ten bezbarwny, bezmyślny i nie wymagający żadnego daru, ochłap.

W ich słowniku to się nazywało „przesunięciem”. Cały czas na wspomnienie tej rozmowy w dziale personalnym czuł jak z napięcia zaczynają mu zgrzytać zęby, a dłonie pokrywają się potem. Codziennie, kiedy siadał przy przydzielonym mu biurku, czuł się bliski płaczu. Uwielbiany przez wielu mistrz, sprowadzony jednym dekretem do numeru w systemie kadr. Numeru, który można dowolnie przesuwać, nie bacząc na jego uczucia czy talenty.

A przeszłość, o której mówiły dyplomy i medale była nie tak dawno. Za jednym zakrętem. Tak niedawno, tak blisko, a jednocześnie tak nieosiągalnie daleko. Teraz jego codzienność wypełniali ludzie, którzy nie mieli pojęcia, że ten, który codziennie siada przy komputerze by wpisywać dane, jeszcze nie tak dawno był światowej sławy zapowiadaczem pociągów. Miał talent przekształcania kilkunastu sekund informacyjnego tekstu w melodyjne doznanie, które było sensualną przyjemnością dla czekających na pociąg. Potrafił zbudować napięcie, a czasami przemycić humor. Jego głos miał tembr, które wzbudzał przyjemne dreszcze w uchu każdego słuchającego. A w każdym wypowiadanym słowie słychać było miłość do pracy, którą wykonywał.

 

Mężczyzna siedzący na peronie, jako pewnie jedyny ze wszystkich obecnych tam osób, nie miał telefonu komórkowego. Nienawidził digitalizacji. To ta komputerowa rewolucja wywróciła jego świat do góry nogami. Jeszcze na początku, kiedy chodziło tylko o nagrywanie zapowiedzi, które potem odtwarzano, wydawało mu się, że to może być nowy, ekscytujący etap. Wszak w ten sposób jego głos miał szanse być słyszalny poza jego dworcem. Podróżni z innych destynacji mogli poczuć tą samą przyjemność, co ci czekający na pociąg na Dworcu Głównym. Jaki dworzec nie chciałby mieć u siebie zapowiedzi nagranych głosem nagradzanego mistrza?

Szybko jednak okazało się, że rewolucja idzie w zupełnie innym kierunku. Cyfrowe miksowanie wcześniej nagranych, pojedynczych słów, syntezer mowy. Żywy człowiek zniknął ze świata zapowiedzi dworcowych. Z tygodnia na tydzień okazało się, że nie jest już potrzebny i został wezwany na tą pamiętną rozmowę.

Od tego momentu poprzysiągł zemstę. Postanowił znaleźć osobę odpowiedzialną za wprowadzenie cyfrowego potwora do jego bezpiecznego świata. Znaleźć ją i zabić.

 

Kartka, którą ściskał w dłoni zawierała wiadomość od przekupionego informatora. „Jest tutaj, pokój zarządu na pierwszym piętrze. Spiesz się. Dziś wieczorem wyjeżdża.” Dyrektor ds. Komunikacji Ze Światem Zewnętrznym. Kat jego szczęśliwości. Ale dziś role się odwrócą i to on będzie tym niosącym zagładę.

Mężczyzna wstał i włożył rękę do kieszeni. Dłoń namacała metalową kolbę pistoletu. Ruszył w stronę wyjścia z peronu. Podróżni, którzy obserwowali go wcześniej, odprowadzali go wzrokiem, gdy wchodził przez automatyczne drzwi do głównej hali dworca.

 

Hałas wypełniał zwieńczone metalowo-szklaną konstrukcją pomieszczenie. Ludzie objuczeni walizkami biegli w stronę podstawionych pociągów. Inni stali pod wielką tablicą próbując dostrzec pojawiające się numery peronów. A z głośników płynął znienawidzony, cyfrowy głos. Mężczyzna szedł przed siebie przecinając halę na skos. W ciągu kilku minut dotarł do wejścia dla pracowników, które prowadziło do biur przy zachodniej ścianie. Przeciągnął swoją kartę w czytniku i zielone światełko zasygnalizowało otwarcie śluzy. Wszedł do środka.

Zatrzymał się na chwilę nasłuchując. Hałas z hali był tu stłumiony przez podwójną szybę w szczelnych drzwiach, a korytarz na parterze wypełniała cisza. O tej porze większość pracowników była już dawno w domach. Mężczyzna ruszył dalej. Niecałą minutę zajęło mu dotarcie do schodów prowadzących na pierwsze piętro. Wszedł cicho, rozglądając się. Korytarz na piętrze był równie cichy jak ten na dole, ale światło sączące się przez kilka par szklanych drzwi pokazywało, że tutaj jeszcze nie wszyscy poszli do domu. Biura zarządu były na końcu korytarza.

Starając się stąpać najciszej jak potrafił, podszedł do ostatnich drzwi i przyłożył do nich ucho. Wyraźnie słyszał teraz głos Dyrektora, ale żadnego innego. Musiał rozmawiać przez telefon. Mężczyzna chciał poczekać, aż skończy rozmowę, żeby sprawdzić czy ktoś inny jeszcze jest w pomieszczeniu, ale bał się, że zostanie odkryty przez któregoś z pracujących do późna pracowników. Wziął głęboki wdech i otworzył drzwi.

Dyrektor siedział przy biurku. W ręku trzymał dyktafon, który teraz, na widok wycelowanego w siebie pistoletu, powoli odłożył na blat. Nie odezwał się ani słowem, ale z jego twarzy odpłynęła cała krew.

– To ty! – wysyczał Mężczyzna – ty jesteś temu wszystkiemu winny! Zniszczyłeś moje życie. Teraz ja zniszczę twoje! – i nacisnął spust.

Kula ze świstem wyleciała z lufy. Na czole Dyrektora pojawiła się nagle ciemna plama, oczy zastygły w niedowierzaniu, a ściana za jego plecami pokryła się czerwonymi plamkami krwi. Po chwili ciało Dyrektora straciło całe napięcie i bezwładnie zsunęło się głębiej w fotelu.

Mężczyzna przeniósł wzrok na swoją dłoń, która nadał ściskała pistolet. W korytarzu słychać już było krzyki i tupot nadbiegających kroków.

***

Śnieg opadał miękko na chodnik oświetlony latarnią, kiedy w pokoju z niedociągniętą żaluzją, Mężczyzna obudził się gwałtownie ze snu. Budzik pokazywał 3:14. Znowu miał ten sam sen. Kiedyś zastanawiał się, czy wcielić go w życie. Sen był tak realistyczny, że wydawał się proroczy. Ale w bladym świetle dnia, Mężczyzna wiedział, że nigdy się na to nie zdobędzie. Nie umiał odebrać drugiemu człowiekowi życia. Z westchnieniem położył się na łóżku, naciągnął kołdrę i zamknął oczy, mając nadzieję, że tym razem nic mu się nie przyśni.

The post Mężczyzna na ławce appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/mezczyzna-na-lawce/feed/ 0
Joyful Career http://www.miejskieprzygody.pl/joyful-career/ http://www.miejskieprzygody.pl/joyful-career/#comments Wed, 13 Jul 2016 06:20:16 +0000 http://www.miejskieprzygody.pl/?p=7150 Jeśli brakuje Ci wpisów tutaj, zapraszam na mój nowy blog JoyfulCareer. Ta sama tematyka, tylko po angielsku. Od zamieszkania w Londynie zaczęłam pisać w tym języku, żeby ćwiczyć się w pisaniu raportów o rekomendowanych kandydatach Wiem, że trudniej czytać w...

The post Joyful Career appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
JoyfulCareer.eu

Jeśli brakuje Ci wpisów tutaj, zapraszam na mój nowy blog JoyfulCareer. Ta sama tematyka, tylko po angielsku. Od zamieszkania w Londynie zaczęłam pisać w tym języku, żeby ćwiczyć się w pisaniu raportów o rekomendowanych kandydatach :-)

Wiem, że trudniej czytać w obcym, niż w ojczystym języku, ale pomimo tego mam nadzieję, że znajdziesz tam coś dla siebie. Zapraszam serdecznie!

www.joyfulcareer.eu

 

The post Joyful Career appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/joyful-career/feed/ 0
Jak znaleźć pracę w Londynie w 1 miesiąc http://www.miejskieprzygody.pl/jak-znalezc-prace-w-londynie/ http://www.miejskieprzygody.pl/jak-znalezc-prace-w-londynie/#comments Sun, 26 Jul 2015 17:56:34 +0000 http://miejskieprzygody.pl/?p=2439 Kilka tygodni temu stanęłam przed wyzwaniem znalezienia nowej pracy. I to znalezienia jej nie byle gdzie, tylko w Londynie – na rynku trudnym, konkurencyjnym i pełnym innych szukających o kwalifikacjach często przewyższających moje. A jednak, dzięki kilku posunięciom w ciągu...

The post Jak znaleźć pracę w Londynie w 1 miesiąc appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
Kilka tygodni temu stanęłam przed wyzwaniem znalezienia nowej pracy. I to znalezienia jej nie byle gdzie, tylko w Londynie – na rynku trudnym, konkurencyjnym i pełnym innych szukających o kwalifikacjach często przewyższających moje. A jednak, dzięki kilku posunięciom w ciągu jednego miesiąca znalazłam pracę w zawodzie i u dobrego pracodawcy. W tym poście chcę podzielić się z wami wskazówkami, jak znaleźć pracę w Londynie, choć tak naprawdę odnosić się też one mogą do szukania pracy za granicą w ogóle.

Jak szybko znalazlam prace w Londynie

PROLOG

Późną wiosną Pan N. dostał propozycję pracy u jednego z najciekawszych pracodawców w swojej branży. Jedynym elementem, który powstrzymał nas od natychmiastowego otworzenia szampana był fakt, że pracodawca mieści się w Londynie, a to oznaczało, że ja również będę musiała poszukać nowej pracy właśnie tam. Na gruncie decyzji personalnej sprawa była prosta – chcemy być z Panem N. blisko siebie. Na gruncie decyzji zawodowej było to większe wyzwanie.

W Warszawie pracowałam w fantastycznym, zgranym zespole, z którym realizowaliśmy ciekawe projekty, a wspólna praca była przyjemnością. Teraz miałam przed sobą perspektywę zostawienia tej komfortowej sytuacji i przekonania do siebie ludzi, którzy nie tylko codziennie oglądają świetnych kandydatów, ale i zawsze będą widzieli we mnie cudzoziemkę. Nie będę kryć – na początku byłam przerażona…

Wtedy jednak otworzyliśmy, pierwszego w tej opowieści, szampana, i po wypiciu kilku kieliszków spojrzałam na sprawę z innej perspektywy. Oto trafia się jedyna w swoim rodzaju szansa, by zrobić to, o czym bardzo skrycie marzyłam – pracować w centrum biznesowym Europy przy unikatowych projektach i zdobyć kolejne, wyjątkowe, doświadczenie zawodowe.

AKT I

Chwyciłam więc byka za rogi i zaczęłam przygotowywać Wielką Strategię Znalezienia Pracy. Zaczęłam od przejrzenia ogłoszeń z ogólnie pojętego HR, których były tysiące. Bardzo szybko okazało się, że nie mam dużych szans na pracę w wewnętrznym dziale personalnym, ponieważ prawie wszyscy pracodawcy oczekiwali formalnych kwalifikacji, które można zdobyć jedynie pracując już w Wielkiej Brytanii. Postanowiłam więc, że koncentruję poszukiwania na stricte mojej branży, czyli w agencjach rekrutacji zewnętrznej. Ten rynek w Londynie jest ogromny, co ma swoje plusy („na pewno coś się znajdzie!”) oraz minusy („jak w ogóle zacząć???”).

AKT II

W tym momencie sięgnęłam po networking i odezwałam się do czterech osób, które znam, a które pracują w branży HR w Londynie. Chcę tu podkreślić, że żadna z nich nie jest moim bardzo bliskim znajomym, wiążą nas luźne relacje lub wręcz jedynie inni wspólni znajomi. Nie było to jednak dla mnie przeszkodą, by do każdej z nich wysłać wiadomość z informacją, że szukam pracy w Londynie, krótkim opisem tła sytuacyjnego i prośbą o kilka dobrych rad, jak najsprawniej poruszać się po rynku: na co zwracać uwagę, o czym pamiętać, czego się wystrzegać.

Efekt: dwie z tych osób mnie „olały”, tzn. nie zareagowały na moją wiadomość w żaden sposób, dwie pozostałe jednak podzieliły się ze mną cennymi wskazówkami oraz kontaktami. Co ciekawe, chociaż żadnej z nich nie prosiłam o szukanie pracy w moim imieniu, obydwie zaproponowały, że sprawdzą, czy ich pracodawcy nie mają akurat wolnego stanowiska.

AKT III

Okazało się, że ze względu na ogromną skalę rynku londyńskiego, działają na nim headhunterzy wyspecjalizowani w rekrutowaniu innych headhunterów. To do nich zwracają się najlepsze agencje poszukując nowych członków zespołu, to oni wiedzą, gdzie aktualnie są wakaty, a dodatkowo mają najlepszą szeroką wiedzę o rynku i są nieocenionym źródłem informacji. Jedna ze znajomych, które odpowiedziały podała mi kontakty do kilku „sprawdzonych” rekruterów. Wiedząc jednak już czego szukać, kolejnych kilku znalazłam sama.
Do wszystkich wysłałam mejla z moim CV oraz krótkim opisem kim jestem, z jakiego powodu szukam pracy w Londynie oraz jakie oferty najbardziej mnie interesują. Ponownie nie od wszystkich dostałam odpowiedź, jednak dla trojga z nich byłam chyba atrakcyjnym „kąskiem”, bo po kilku godzinach umówieni byliśmy już na zapoznawcze rozmowy telefoniczne, podczas których dowiedziałam się, jakie są mocne oraz słabe strony mojego doświadczenia w kontekście rynku londyńskiego, jakie są widełki wynagrodzeń, co się liczy dla pracodawców itd.

Jedną z najważniejszych informacji było porównanie, jak mają się do siebie zakresy obowiązków na poszczególnych stanowiskach w Polsce i w Wielkiej Brytanii oraz pomiędzy poszczególnymi firmami na lokalnym rynku. Okazało się, że stanowisko, na którym pracowałam w Polsce nie pokrywa się w 100% z żadnym na rynku londyńskim. Miałam więc do wyboru albo starać się o odrobinę niższe od obecnego stanowisko w firmach z górnej półki, albo o odrobinę wyższe w firmach ze średniej półki. Zdecydowałam się na pierwszy wariant.

FINAŁ

Po kilku dniach od wstępnej rozmowy dwoje z headhunterów odezwali się do mnie z informacją, którym firmom przedstawili mój profil i które z nich są zainteresowane spotkaniem ze mną. Potem nastąpiła seria rozmów telefonicznych i przez skype już z potencjalnymi pracodawcami. Po 3 tygodniach od rozpoczęcia poszukiwań przyjechałam na kilka dni do Londynu spotkać się „na żywo” z wybranymi firmami, a po kolejnym tygodniu podpisywałam umowę z jedną z nich. I wtedy otworzyliśmy z Panem N. kolejnego szampana.

Jak znalazlam prace w Londynie

Na pewno w przebiegu całej historii swoją rolę odegrało też szczęście i trochę dobrego zgrania czasowego (pewnie wszystko trwałoby dłużej, gdyby zaczęła szukać pracy pod koniec czerwca wraz z początkiem sezonu urlopowego), jednak kilka punktów przyczyniło się do sukcesu. Są uniwersalne i mogą być przydatne dla każdego, kto szuka pracy na zupełnie nowym dla siebie rynku:

1. ZACZNIJ OD NETWORKINGU

Szukając pracy na nowym rynku zrób listę wszystkich osób, jakie na nim znasz i odezwij się do każdej z nich. Nie proś o znalezienie pracy, bo na to każdy reaguje alergiczną niemalże reakcją. Zamiast tego proś o rady, przydatne informacje czy znane tylko „insiderom” fakty. Osoba wyposażona w wiedzę będzie szukać pracy szybciej i sprawniej niż ten, kto z marszu zaczyna odpowiadać na ogłoszenia. Może się na przykład okazać, że do CV nie wolno dołączać zdjęcia, a ty nie wiedząc o tym, przez miesiące będziesz zachodzić w głowę, czemu nikt się do ciebie nie odzywa – przecież masz takie profesjonalną, uśmiechniętą fotkę…

Jeśli nie masz bezpośrednich znajomych, poszukaj znajomych znajomych, do których można zwrócić się z pytaniami.

Ostatecznie zajrzyj na fora. Nie jestem wielką zwolenniczką zasięgania porad na forach przy szukaniu pracy, choć wielu osobom ta forma wydaje się najprostsza. Poruszając się w kręgu znajomych mamy gwarancję, że trafiamy do osób o podobnym, do naszego, doświadczniu. Na forum pomiędzy anonimowymi członkami nigdy do końca nie wiadomo, czy to co pisze dany użytkownik, to wiarygodna wiedza, poparta faktami.

2. PRZYGOTUJ SIĘ NA BRAK REAKCJI

Na twoje wiadomości, czy będzie to email networkingowy, czy wiadomość do firmy, nie wszyscy ci odpiszą. Od razu się na to przygotuj i nie pozwól, żeby wpłynęło to na Twój zapał do szukania.

3. BĄDŹ GOTOWY NA KROK W TYŁ

Może być tak, że ze względu na, na przykład, brak znajomości lokalnego rynku będziesz mieć małe szanse na otrzymanie dokładnie takiego samego stanowiska jak obecne. Albo na stanowisku, które zajmujesz w nowym miejscu pracują ludzie, którzy mają 10 lat więcej doświadczenia. Wtedy możesz stanąć przed sytuacją: zrobić pół kroku w tył, żeby potem zrobić dwa naprzód. Bycie gotowym na takie rozwiązanie poszerza opcje wyboru ciekawych ofert.

4. POZNAJ SWOJĄ WARTOŚĆ

Negocjowanie pensji to jeden z najbardziej stresujących momentów w szukaniu nowej pracy. Większość z nas boi się podać jako oczekiwania zbyt wysoką sumę, żeby nie przekreślić swoich szans. I to prawda, że kwota znacznie przewyższająca rynkową średnią może być przekreślająca. Ale kwota znacznie poniżej rynkowej średniej też nas dyskwalifikuje, jako osoby nie znające swojej wartości, ani nie orientujące się w lokalnej sytuacji.
Na brytyjskim rynku panuje bardzo duża otwartość w temacie wynagrodzeń, o czym pisałam też już wcześniej. Przy każdym ogłoszeniu podany jest planowany przedział wynagrodzenia. To ułatwia zorientowanie się, jaką kwotę podać podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Na większości rynków jednak istnieją internetowe serwisy podające przybliżone średnie wynagrodzeń (trzeba tylko sprawdzać dla jakiego rynku podają średnią, bo np. średnia dla Londynu i Glasgow to dwie zupełnie inne wartości), które dadzą nam pierwszy wgląd, a dodatkowo koniecznie pytajmy o potencjalne poziom zarobków nasze networkingowe kontakty. Niech to nie będzie temat tabu.

A dodatkowo kilka punktów, o których warto wiedzieć szukając pracy konkretnie w Londynie:

  1. postaraj się o lokalny numer telefonu – pracodawcy szukający kandydatów przez ogłoszenia na ogół nie dzwonią do osób, które mieszkają za granicą. Mają po prostu zbyt duży wybór kandydatów, którzy są tu na miejscu, znacznie łatwiej dostępni.
  2. wykasuj zdjęcie z CV – w Wielkiej Brytanii nikt go nie stosuje
  3. wypełnij swój profil na LinkedIn – to bardzo popularne narzędzie poszukiwania kandydatów w Londynie
  4. zaplanuj przyjazd na rozmowy – nawet jeśli nie masz jeszcze żadnego zaproszenia na rozmowy, powiedzenie potencjalnemu pracodawcy, że zamierzasz być w Londynie w konkretnych dniach i będzie można się z tobą spotkać, podnosi twoje szanse.
  5. sprawdź możliwość skrócenia okresu wypowiedzenia – najczęściej stosowany okres wypowiedzenia w Londynie to miesiąc. O ile nie jesteś unikatowym na europejską skalę specjalistą konieczność czekania na ciebie trzy miesiące, może być dla lokalnych firm nie do zaakceptowania.

A jakie są wasze doświadczenia z szukania pracy za granicą?

The post Jak znaleźć pracę w Londynie w 1 miesiąc appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/jak-znalezc-prace-w-londynie/feed/ 2
Dlaczego nie ma ogłoszeń o ciekawej pracy? http://www.miejskieprzygody.pl/ogloszenia-o-pracy/ http://www.miejskieprzygody.pl/ogloszenia-o-pracy/#comments Sat, 18 Jul 2015 20:01:05 +0000 http://miejskieprzygody.pl/?p=2328 Kilka tygodni temu spotkałam się z kandydatką, która szuka nowej pracy. A im dłużej szuka, tym bardziej jest sfrustrowana. Bo choć na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że ze znalezieniem pracy nie powinna mieć żadnego problemu, to problem ma. Pani...

The post Dlaczego nie ma ogłoszeń o ciekawej pracy? appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
Kilka tygodni temu spotkałam się z kandydatką, która szuka nowej pracy. A im dłużej szuka, tym bardziej jest sfrustrowana. Bo choć na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że ze znalezieniem pracy nie powinna mieć żadnego problemu, to problem ma. Pani Ewa szuka pracy na miarę swojego różnorodnego doświadczenia, bo taka, poza pieniędzmi, będzie dawała jej też frajdę z codziennego działania. Szuka, szuka i znaleźć nie może.

Pani Ewa ma wiele punktów w CV: prowadziła swoją firmę, pracowała w dziale marketingu, była odpowiedzialna za administrację i szkolenia w korporacji, a to tylko początek listy. Ciężko ją zaszufladkować do określonej kategorii, np. „sprzedaż”, „administracja” czy „szkolenia”, bo jej doświadczenie wykracza poza te ramy. Na domiar wszystkiego pani Ewa chciałaby, żeby nowo znaleziona praca dawała jej możliwość wykorzystywania jak najszerszego zakresu doświadczenia i by była różnorodna, i pozwalała jej działać w różnych obszarach.

I choć może przyjść nam do głowy reakcja, że to jak litania pobożnych życzeń, to jednak niech pierwszy rzuci kamieniem ten z nas, kto jest niewinny… Czyż większość z nas właśnie nie o tym marzy: ciekawa, różnorodna praca, w której się realizujemy, a przy tym sensownie zarabiamy?

Moje spotkanie z panią Ewą miało charakter ogólny, to znaczy, że nie dotyczyło żadnego aktualnego projektu rekrutacyjnego. Kandydatka przesłała do mnie swoje CV, a ja uznałam, że warto bliżej poznać ją, jej doświadczenia i oczekiwania.

Było to ciekawe spotkanie. Pani Ewa aktywnie działa szukając nowej pracy. Robi to eksplorując najbardziej oczywistą ścieżkę – ogłoszenia o pracy. A im dłużej eksploruje, tym bardziej jest sfrustrowana. Podczas naszego spotkania zadała mi pytanie: Dlaczego nie ma ogłoszeń o ciekawych, niejednoznacznych stanowiskach? Czemu w prawie wszystkich ogłoszeniach szuka się osób o prostych, jednoznacznych profilach? Czy na rynku naprawdę nie ma pracy dla ludzi, którzy wychodzą poza ramki?

Dlaczego nie ma ogłoszeń o ciekawej pracy?

Muszę przyznać, że wcześniej nigdy nie patrzyłam na rynek z tej strony, a faktycznie spostrzeżenie pani Ewy jest słuszne: zdecydowana większość ogłoszeń dotyczy bardzo czytelnych, pod względem doświadczeń i kompetencji, profili. Przeanalizowałam więc, co może być przyczyną takiego stanu rzeczy i przyszły mi do głowy 4 powody:

  • PROSTOTA OPISU: Prosty profil najprościej jest opisać w ogłoszeniu. Często na bardziej skomplikowane profile składają się różne niuanse, które trudno przekazać w firmie pisanej. Wtedy specjalnie pisze się ogłoszenie pod kątem prostego profilu, który jednocześnie ma spory poziom ogólności i pozostawia przestrzeń na interpretacje. W efekcie na ogłoszenie odpowiadają bardzo różnorodni kandydaci, a zadaniem rekrutera jest wyłuskanie spośród zgłaszających się tych, którzy mają najwięcej poszukiwanych cech.
  • PROSTOTA POSZUKIWAŃ: Najłatwiej przez ogłoszenie znaleźć osoby o czytelnych, jednoznacznych profilach. Kiedy zastanowimy się jak działa ogłoszenie, to przestaje to nas dziwić. Ogłoszenie dociera do kilku tysięcy odbiorców, których jedyną wspólną cechą może być to, że szukają pracy w określonym województwie. Ogłoszenie czytelne i proste, i w odróżnieniu od opisanego wyżej dość precyzyjne, pozwala czytającym od razu ocenić, czy pasują do opisu, a kiedy okaże się, że tak – wysłać CV. W efekcie rekruterzy dostają zgłoszenia od tych, których szukają, a cała rekrutacja przyspiesza.
  • EFEKTYWNOŚĆ ALTERNATYWNYCH METOD: znalezienie kandydatów ze skomplikowanym, nieoczywistym połączeniem kompetencji wymaga użycia skomplikowanych i nieoczywistych metod rekrutacji. Na przykład headhuntingu, czyli bezpośredniego poszukiwania na rynku wśród osób, które obecnie mają pracę i nie szukają aktywnie zmiany. Ponieważ w takiej sytuacji ogłoszenie często skutkuje bardzo dużą liczbą zgłoszeń, które nie są adekwatne, a wymagają czasu poświęconego na ich analizę, w większości wypadków przy takich poszukiwaniach ogłoszenia o pracy się nie wykorzystuje. A to oznacza, że informacja o rekrutacji trafia tylko do wąskiego grona wybranych odbiorców.
  • POPYT PRZEWYŻSZA PODAŻ: zastanawiałam się, czy ten punkt umieszczać na liście, bo jest… no cóż, jest deprymujący. Ale jednocześnie prawdziwy. A prawda jest taka, że większość prac na rynku, to są prace dla osób o jednoznacznych profilach. Nie chcę przez to powiedzieć, że posiadanie jednoznacznego profilu doświadczeń zawodowych to coś złego. Raczej chodzi mi to, że jeśli szukamy pracy, która będzie połączeniem kilku różnych ról, czy wymagała różnorodnych umiejętności, to będziemy musieli szukać dłużej i intensywniej, a samo przeglądanie ogłoszeń nie wystarczy.

Co w takim razie zrobić, jeśli nasz profil jest bardziej złożony, a przeglądając ogłoszenia nie znajdujemy niczego dla siebie?

Możliwości jest kilka, każda wymaga pewnej dozy wysiłku, a czasami przełamania się i wyjścia poza sferę komfortu. Nagrodą może być jednak wymarzona praca, więc warto zebrać się w sobie.

I tak:

– możemy dotrzeć bezpośrednio do headhunterów. Korzystając z pomocy Google, LinkedIn lub Goldenline spróbujmy znaleźć kilku, którzy działają na interesującym nas polu i wysłać do nich nasze CV. Hasła przydatne przy wyszukiwaniu to: konsultant doradztwa personalnego, agencja executive search, agencja direct search.

– możemy opisać ciekawie nasz profil na LinkedIn lub Goldenline. To miejsca, do których wielu rekruterów zagląda w pierwszej kolejności poszukując kandydatów na nietypowe stanowiska. Dobrze zredagowany opis doświadczeń i informacja, jakie oferty nas interesują, może sprawić, że sami się do nas odezwą.

docierać bezpośrednio do firm, które potencjalnie mogą szukać ludzi o takim połączeniu doświadczeń, jak nasze. Jeśli mamy jasną wizję pracy, o której marzymy, to prawdopodobnie wiemy też, gdzie taką pracę można wykonywać. Postarajmy się nawiązać bezpośredni kontakt z takimi pracodawcami i wyślijmy im swoją aplikację. A nuż właśnie zaczynają się za kimś rozglądać?

A jakie są wasze doświadczenia z ogłoszeniami? Też, jak pani Ewa, macie wrażenie, że nie możecie niczego dla siebie znaleźć?

The post Dlaczego nie ma ogłoszeń o ciekawej pracy? appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/ogloszenia-o-pracy/feed/ 0
Aktywne słuchanie – 1 skuteczny trik http://www.miejskieprzygody.pl/aktywne-sluchanie-jeden-trik/ http://www.miejskieprzygody.pl/aktywne-sluchanie-jeden-trik/#comments Sat, 13 Jun 2015 17:14:45 +0000 http://miejskieprzygody.pl/?p=1321 Kiedy studiowałam (nauki społeczne) aktywne słuchanie było jednym z tematów przewodnich. Powracającym motywem, który przewijał się przez większość wykładów. Tematem, który krył się za każdym ćwiczeniem. Z kolegami ze studiów bardzo szybko znaliśmy na wyrywki teorię skutecznego słuchania. Nie przeszkadzało...

The post Aktywne słuchanie – 1 skuteczny trik appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
Kiedy studiowałam (nauki społeczne) aktywne słuchanie było jednym z tematów przewodnich. Powracającym motywem, który przewijał się przez większość wykładów. Tematem, który krył się za każdym ćwiczeniem. Z kolegami ze studiów bardzo szybko znaliśmy na wyrywki teorię skutecznego słuchania. Nie przeszkadzało nam to jednocześnie w wielu sytuacjach zupełnie jej nie stosować.

Jak zaczęłam wreszcie aktywnie słuchać i dlaczego porzuciłam podręcznikowe zasady

Przez wiele lat miałam poczucie, że choć teoretycznie jestem przygotowana dużo lepiej niż większość osób, które znam, to w praktyce rzadko słucham aktywnie. Aż pewnego dnia uświadomiłam sobie, że patrzę na temat z zupełnie niewłaściwej strony i zmiana jednego tylko nawyku sprawi, że mam szanse zostać mistrzynią aktywnego słuchania.

Co było nie tak?
Aktywne słuchanie było dla mnie prostą czynnością obudowaną wielką teorię, każącą stosować mnóstwo narzędzi, takich jak: parafraza, odpowiednia mowa ciała, wzmocnienia, pytania pogłębiające, informacja zwrotna. A każde z tych narzędzi kierowało się własnymi regułami i do swobodnego ich stosowania potrzebny był trening. W efekcie chcąc aktywnie słuchać według książkowych zasad, stresowałam się tym, czy i kiedy zastosować w rozmowie „parafrazę” lub „pytanie pogłębiające”, i nadal miałam poczucie, że nie słucham właściwie rozmówcy. Postanowiłam więc odpuścić teorię i po prostu słuchać, ale nadal nie byłam zadowolona z efektów. Miałam poczucie, że to jeszcze nie jest to, że nie słucham osób, z którymi rozmawiam tak, jakbym chciała.
I wtedy nastąpił

Przełom
Zauważyłam, że często podczas rozmowy moim celem nie jest usłyszenie tego, co mówi druga strona, ale zaprezentowanie siebie. Skupiałam się na tym, co powiem, jak sformułuję swoją wypowiedź, co podkreślę, o jakich swoich doświadczeniach wspomnę. Rozmowa była dla mnie okazją do budowania wizerunku, czasami autorytetu, pokazania siebie, pochwalenia się. Dopiero na samym końcu listy była osoba, z którą rozmawiałam i informacje, jakie przekazywała.

Trik
Od tego momentu, rozmawiając z kimś, staram się regularnie zadawać sobie w myślach pytanie: „Słuchasz, czy się prezentujesz?” Nie będę udawać – nadal bywa tak, że skupiam się w rozmowie na sobie i swojej następnej wypowiedzi. Staram się wtedy skoncentrować w pełni na tym, co mówi rozmówca i rozmowa od razu staje się przyjemniejsza dla obu stron. A najśmieszniejsze jest to, że parafrazy, wzmocnienia i reszta podręcznikowego arsenału, jakoś same z siebie zaczynają się wtedy w rozmowie pojawiać, a ja wynoszę z rozmowy dużo więcej informacji, niż kiedy stresowałam się właściwym zastosowaniem pytań pogłębiających.

A wy jak słuchacie?

The post Aktywne słuchanie – 1 skuteczny trik appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/aktywne-sluchanie-jeden-trik/feed/ 1
Najczęściej zadawane pytania na rozmowie kwalifikacyjnej http://www.miejskieprzygody.pl/najczesciej-zadawane-pytania-na-rozmowie-kwalifikacyjnej/ http://www.miejskieprzygody.pl/najczesciej-zadawane-pytania-na-rozmowie-kwalifikacyjnej/#comments Sun, 03 May 2015 18:07:21 +0000 http://miejskieprzygody.pl/?p=1232 Czasami ktoś pyta mnie, jak przygotować się do pytania o słabe strony na rozmowie o pracę. To pytanie jest jak dinozaur: wiekowe, leciwe, pozornie groźne i każdy o nim słyszał, ale rzadko kto miał z nim naprawdę kontakt. Pojawiło się...

The post Najczęściej zadawane pytania na rozmowie kwalifikacyjnej appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
Czasami ktoś pyta mnie, jak przygotować się do pytania o słabe strony na rozmowie o pracę. To pytanie jest jak dinozaur: wiekowe, leciwe, pozornie groźne i każdy o nim słyszał, ale rzadko kto miał z nim naprawdę kontakt. Pojawiło się w latach 90. i po tym, jak każdy artykuł czy książka o przygotowaniu do rozmowy podawały na nie receptę („opowiedz o wadzie, które może też być zaletą, np. nadmierna drobiazgowość”), zdecydowana większość rekruterów już dawno od niego odeszła.

Są jednak pytania, które prawie na pewno pojawią się na rozmowie, choć każda rozmowa o pracę przebiega trochę inaczej. Wiele zależy od tego w jakiej branży jesteśmy, o jakie stanowisko się staramy. Jest jednak pula pytań, które występują w każdej. Te najczęściej zadawane pytania na rozmowie kwalifikacyjnej dotyczą spraw ogólnych i niezależnych od konkretnej pozycji, a mają duże znaczenie dla pracodawcy. Jeśli więc wybieracie się na rozmowę, to przygotujcie sobie zawczasu na nie odpowiedzi.

Na rozmowie o pracę tych pytań możesz się spodziewać, czyli zestawienie najczęściej zadawane pytania na rozmowie kwalifikacyjnej.

PYTANIA O MOTYWACJĘ

Co skłania pana do zmiany pracy?
Co wydaje się pani interesującego w tym stanowisku/firmie?
Jakiej pracy pan dla siebie szuka teraz?

Po co pytają: niezależnie jak zadane, pytania o motywację służą sprawdzeniu właśnie motywacji (niespodzianka!). Dowiedzeniu się, co powoduje, że kandydat jest gotowy do rozmów, na ile jest zdecydowany do zmiany pracy (jeśli obecnie pracuje) lub na ile rozmawia z nami, bo chce tu pracować, a na ile bo musi (jeśli obecnie nie pracuje). Takie pytania pomagają też sprawdzić, czy dana osoba ma szanse zostać z nami na dłużej, czyli czy w naszej firmie, jej rozwoju, stylu działania i planach jest coś, co sprawi, że będziemy dla tej kandydatki ciekawym miejscem pracy w dłuższej perspektywie. Np. jeśli ktoś lubi rozwój, dynamikę i „kiedy się dzieje”, a ze swojej obecnej pracy chce odejść, bo „dopadła ich stagnacja”, to może nie zagościć na długo w naszej spokojnej, uporządkowanej, stabilnej firmie.

Jak odpowiadać: najlepiej szczerze, pomijając jednak oczernianie obecnego lub poprzedniego pracodawcy (pisałam wcześniej o tym, czego nie mówić na rozmowie). To jest pytanie, na które nie ma złych odpowiedzi, choć mogą być odpowiedzi niekompatybilne. Mam na myśli to, że mogą nas nie zaprosić do dalszych rozmów, jeśli okaże się, że nasza motywacja nie styka się w żaden sposób z tym, co mogą zapewnić. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to fatalna porada z mojej strony, ale spójrzcie na to jeszcze raz. Czy jest sens podejmować pracę w firmie, w której nie mamy szans znaleźć tego, czego szukamy? (ok, wyjątkiem jest sytuacja, w której musimy znaleźć pracę JUŻ, bo nam odetną prąd. Ale powiedziecie szczerze, jak często się to wam zdarzyło?)

PYTANIA O HISTORIĘ

Z jakiego powodu rozstała się pani z ostatnią firmą?
Co spowodowało, że zdecydował się pan przejść z firmy A do B?
Jaki był powód półrocznej przerwy w pracy w 2013 roku?

Po co pytają: po to, żeby lepiej poznać kandydata, dowiedzieć się, co jest dla niego ważne w pracy zawodowej. Czasami, żeby sprawdzić, czy świadomie buduje swoją karierę. Też żeby sprawdzić, czy motywacja, o której mówił, jest rzeczywista. Spotkałam kiedyś kandydata, którego CV mogło sprawiać wrażenie chaotycznego – co 5 lat zmieniał branżę, w której pracował, choć w każdej z tych branż zajmował się sprzedażą. Zapytałam go o to podczas rozmowy. Odpowiedział, że jego celem za kolejne kilka lat jest praca doradcy/konsultanta zajmującego się strategiami sprzedażowymi. Stara się więc poznać jak najszersze spektrum branż i kanałów sprzedaży, by mieć doświadczenie, z którego będzie później czerpał, i które będzie go uwiarygadniać w oczach klientów.
Rozmawiałam też z kandydatką, która pytana o motywację dużo mówiła o potrzebie rozwoju i poszerzania doświadczenia, ale spytana o powody zmiany pracy wymieniała za każdym razem wyższe wynagrodzenie w nowym miejscu. Nie muszę wam mówić (ale i tak powiem), że to przykład niespójnej motywacji.

Jak odpowiadać: Przyjrzyjmy się przebiegowi swojej dotychczasowej pracy. Czy są jakieś luki, które trzeba będzie wyjaśnić? Jeśli tak, to przećwiczmy opowiadanie o tym. Chcę też zaznaczyć, że można powiedzieć otwarcie, że szukaliśmy nowego miejsca, po tym jak zwolniono nas w wyniku redukcji etatów i zajęło nam to kilka miesięcy.
Przyjrzyjmy się też, czy kolejne miejsca układają się w spójną historię. Nawet jeśli nie była to wcześniej świadoma decyzja o budowaniu konkretnej kariery, może z perspektywy czasu widać w niej nitkę przewodnią?

PYTANIA O AUTOPREZENTACJĘ

Który zrealizowany przez siebie projekt uważa pani za największe osiągnięcie?
Proszę opowiedzieć coś o sobie.
Jakie było największe wyzwanie zawodowe, przed którym pan stanął?

Po co pytają: Żeby poznać kandydata, dowiedzieć się więcej o jego/jej hierarchii wartości i doświadczeniach. Też żeby wyrobić sobie opinię o umiejętnościach prezentacji, stylu wypowiedzi, komunikacji. Te mogą mieć różną wagę zależnie od roli, jakiej dotyczy rekrutacja. Najbardziej standardowy przykład: inne umiejętności prezentacji są potrzebne u kierownika sekcji PR, a inne u programisty, ale jeden i drugi może zostać zapytany o wyzwania, przed którymi stanął. W firmie, z którą prowadzimy rozmowy, mogą mieć np. plan wprowadzenia restrukturyzacji, zrobienia dużego kalibru zmian i szukają kogoś „zaprawionego w boju”. Wtedy kandydat, który jako największe dotychczasowe wyzwanie opisze konieczność przeprowadzenia dyscyplinującej rozmowy z niepokornym pracownikiem, będzie dla pracodawcy mniej ciekawy niż ten, który zarządzał zamknięciem firmy i negocjował odejścia grupowe ze związkami zawodowymi.

Jak odpowiadać: Przede wszystkim przygotować się. Na szybko, w stresie, z pamięci umykają te najciekawsze, najbardziej kolorowe przykłady działań. Opowieść o sobie też brzmi lepiej kiedy ma początek, środek i zakończenie (nawet gdy jest to w sumie 5 zdań). Dlatego kluczem do dobrej odpowiedzi na pytania autoprezentacyjne, jest wcześniejsze przemyślenie, przygotowanie i przećwiczenie.

PYTANIA O STYL DZIAŁANIA

Co jest dla pani ważne w pracy?
Z jakim typem osób najbardziej ceni sobie pan pracę?
Które z dotychczasowych miejsc pracy najlepiej pani wspomina i dlaczego?

Po co pytają: żeby poznać preferencje co do kultury organizacyjnej (i sprawdzić, czy jest spójna z tą obecną w firmie) i żeby poznać kandydata jako członka zespołu (i sprawdzić, czy zespół, do którego ma dołączyć, go zaakceptuje).

Jak odpowiadać: uważam, że najlepiej zgodnie z prawdą, bo tylko wtedy zwiększamy swoje szanse na znalezienie się w miejscu, w którym będziemy się dobrze czuć. To jest pytanie otwarte, nie ma na nie dobrej i złej odpowiedzi. Chyba, że mamy w środku w firmie „swoich ludzi”, którzy uprzejmie doniosą nam jakie cechy są pożądane i z kim przyjdzie nam pracować. Wtedy faktycznie mamy szanse wstrzelić się w punkt ze swoimi odpowiedziami.

PYTANIA O PIENIĄDZE

Ile chciałby pan zarabiać?
Jakiego pakietu dodatkowego pani oczekuje?
Jaki jest poziom minimalny pana oczekiwań finansowych?

Po co pytają: żeby poznać oczekiwania finansowe. Tak wiem, że to oczywista oczywistość, ale (!) cały czas podczas rekrutacji spotykam kandydatów, którzy są do tego pytania kompletnie nieprzygotowani.

Jak odpowiadać: Po uprzednim przemyśleniu i przeliczeniu. Ile zarabiamy teraz? czy jesteśmy gotowi przejść do innej firmy z te same pieniądze, czy zależy nam na wzroście zarobków? Jakie jest nasze minimum, czyli ile musimy miesięcznie zarobić na spłatę kredytu, czynsz, rachunki i jedzenie? zapytani o minimum dodajmy do tej kwoty 15%. To jest też pytanie, przy którym możemy powiedzieć o otwartości na różne formy zatrudnienia, jak kontrakt menedżerski, umowa o dzieło, praca w oparciu o działalność gospodarczą. Nie namawiam tu do dawania pracodawcy furtki do uniknięcia zatrudnienia nas na umowę o pracę, tylko o pamiętaniu, że rodzaj zatrudnienia wpływa na finalny koszt dla pracodawcy. Jeśli chcemy zarabiać powyżej średniej wynagrodzeń na tym stanowisku, a jednocześnie prowadzimy własną działalność i chcemy to wykorzystać – warto o tym powiedzieć.

Pytania, które wymieniam w tym poście, to najczęściej zadawane pytania na rozmowie kwalifikacyjnej. Spotkaliście się z którymiś z nich?

The post Najczęściej zadawane pytania na rozmowie kwalifikacyjnej appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/najczesciej-zadawane-pytania-na-rozmowie-kwalifikacyjnej/feed/ 2
Czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej http://www.miejskieprzygody.pl/czego-nie-mowic-na-rozmowie-kwalifikacyjnej/ http://www.miejskieprzygody.pl/czego-nie-mowic-na-rozmowie-kwalifikacyjnej/#comments Tue, 21 Apr 2015 10:23:49 +0000 http://miejskieprzygody.pl/?p=1088 Z mojego doświadczenia spotkań z kandydatami wiem, że jest kilka tematów, które bardzo źle brzmią na rozmowie kwalifikacyjnej. Oczywiście najlepiej, żeby milczenie na ich temat wynikało z tego, że nigdy się nie wydarzyły. Czasem jednak mamy takie historie w swojej...

The post Czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
Z mojego doświadczenia spotkań z kandydatami wiem, że jest kilka tematów, które bardzo źle brzmią na rozmowie kwalifikacyjnej. Oczywiście najlepiej, żeby milczenie na ich temat wynikało z tego, że nigdy się nie wydarzyły. Czasem jednak mamy takie historie w swojej kartotece. Które z nich warto pominąć na rozmowie kwalifikacyjnej, a o których opowiedzieć w inny sposób?

O czym nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej, a o czym mówić w inny sposób? Headhunter radzi

Szczerość vs. Otwartość

Na rozmowie kwalifikacyjnej powinniśmy być szczerzy, niekoniecznie zaś całkiem otwarci. To pewnie dla was jasne rozróżnienie, ale dla pewności zaznaczę moje rozumienie, że szczery to ktoś mówiący prawdę, czyli trzymający się faktów, kiedy opowiada historię. Otwarty zaś to ktoś mówiący o sobie sporo, dzielący się wieloma informacjami na swój temat, przekazujący również te informacje, na które rozmówca nie czeka.

Spodziewam się, że część z was pomyśli teraz, że namawiam do zatajania informacji. Wierzcie mi, że siedząc naprzeciwko niektórych kandydatów słyszałam historie, których wolałabym nie słyszeć, nie mówiąc już o tym, że historie te definitywnie przekreślały ich szanse na dalsze rozmowy w procesie. Zatem: tak, namawiam do zatrzymania dla siebie wybranych opowieści, choć jeśli w trakcie rozmowy padnie pytanie konkretnie o nie, to jednocześnie namawiam do odpowiedzi zgodnie z prawdą.

Poniżej zebrałam moje osobiste tematy-faworytów, jeśli przychodzą wam do głowy jeszcze inne, napiszcie.

Tematy bezsprzeczne

1. Źle o poprzednim szefie

To mantra powtarzana w każdym zestawieniu poradnikowym o rekrutacji. Dlaczego? Bo pomimo, wydawałoby się, oczywistego statusu, nadal się zdarza.
Ludzie nie lubią plotkarzy, hejterów, obgadywaczy, dodatkowo rzadko zdarzają się konfliktowe sytuacje, w których tylko jedna strona jest winna. Szczegółowe opowiadanie o powodach, dla których uważamy swojego byłego szefa za beznadziejnego dupka, może przynieść tylko tyle, że zostaniemy zapamiętani jako osoby nieradzące sobie z trudnościami w otoczeniu.
Jeśli toksyczny szef faktycznie był powodem, dla którego zmieniliśmy pracę możemy powiedzieć: „W poprzedniej firmie zdarzały się zachowania ocierające się o mobbing. Nie chciałem dłużej pracować w takim środowisku”, ale bez wchodzenia w szczegółowe opowieści o konkretnych sytuacjach.
Jeśli powodem rozstania była zaś głupota szefa, możemy powiedzieć: „Mój były przełożony i ja mieliśmy odmienne poglądy na to, co jest dobre dla firmy i rozwoju biznesu.” Brzmi to znacznie lepiej niż „Pomysły mojego byłego szefa były bez sensu, zupełnie nie przystawały do tego, czego potrzebuje rynek. Wielokrotnie próbowałem mu to tłumaczyć, ale był uparty. Po pewnym czasie miałem już dosyć i odszedłem”. Obie wersje przekazują mniej więcej tę samą treść, ale w różny emocjonalnie sposób. Jeśli macie opory, to pamiętajcie, że na rozmowie kwalifikacyjnej nie chodzi o Wielkie Ujawnienie Prawdy, tylko o dostanie nowej pracy, która pozwoli nam płacić rachunki.

2. O rzeczach wątpliwych etycznie

Ten punkt może wydawać się zagadkowy. Najlepszym przykładem jaki przychodzi mi tu do głowy, jest dawanie łapówek. W Polsce łapówki na szczęście przestały już być uznawane za akceptowalny element życia biznesowego (co prawdopodobnie nie jest równoznaczne z tym, że przestały funkcjonować). Chwalenie się więc podczas opowieści o prowadzonym projekcie tym, że „przy pomocy pewnych środków nakłoniliśmy kogo trzeba” jest słabe. Jednocześnie jednak przypominam sobie kandydatów, z którymi rozmawiałam, którzy mieli za sobą doświadczenia pracy w Kazachstanie, Rosji, na Ukrainie, gdzie umiejętność dawania łapówek była elementem ich codziennej pracy. I powiem wam, że słuchając ich opowieści o tym, zamiast poczucia, że mówią o czymś etycznie wątpliwym, miałam wrażenie, że umieli doskonale poruszać się w kręgach tamtejszego biznesu.
Dlatego punkt ten jest nieoczywisty i zależny od szerszej perspektywy.

3. O rzeczach na granicy prawa

No cóż… wydaje się, że czego jak czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej, to już na pewno nie chwalić się sytuacjami, w których złamane zostaje prawo. Mnie to też wydawało się oczywiste, aż do spotkania z bardzo sympatycznym i rezolutnym kandydatem, który w pewnym momencie zaczął opowiadać, o tym jak marzył o zostaniu lekarzem i w konspiracji z grupą kolegów już po dyplomach, był dopuszczany do prowadzenia operacji, będąc na początku studiów medycznych, nie mając odpowiedniej pełnej wiedzy, zezwoleń, dyplomu… Bardzo był dumny ze swojego sprytu i „dogadania się” z odpowiednimi osobami. Ja już taka dumna z niego nie byłam i w naszej firmowej kartotece założyłam mu „czerwoną kartkę”.

4. O traktowaniu stanowiska jako trampoliny

Jeśli stanowisko, na które aplikujemy ma być dla nas tylko trampoliną do dalszego rozwoju lub krótkotrwałym przystankiem – postarajmy się zachować to dla siebie. Rekrutacja kosztuje konkretne pieniądze i zabiera czas. Nikt nie chce w jej wyniku zatrudnić pracownika, który po kilku miesiącach przejdzie w inne miejsce i całą zabawę trzeba będzie zacząć od początku. Jeśli więc nawet dokładnie taki jest wasz sekretny plan, nie chwalcie się nim. Możecie pomyśleć, że podając tę radę strzelam sobie trochę w kolano, jestem jednak przekonana, że dobry rekruter ma szansę podczas wywiadu dotrzeć do głęboko ukrytych źródeł motywacji kandydata, nie trzeba jednak podawać ich na tacy.

5. O negatywnym wyborze

Też wydaje się to oczywistością, ale zdarza mi się słyszeć, że ktoś jest zainteresowany ofertą tylko dlatego, że wszystkie inne już przepadły. Co tu kryć – bycie poproszoną do tańca na końcu, kiedy wszystkie inne dziewczyny już tańczą i tylko ja podpieram ścianę, nie jest tym co najbardziej lubię. Nawet jeśli takie są fakty, to wolę pozostać w iluzji, że komuś wydałam się atrakcyjna. Warto też pamiętać, że otwarte przyznanie, że każda inna oferta już przepadła, stawia potencjalnego kandydata w słabej pozycji negocjacyjnej, bo „skoro nic innego nie ma, a zależy mu na znalezieniu pracy, to może będzie gotów zejść z ceny??”.

Tematy kontrowersyjne

Nazywając niżej wymienione przykłady tematami kontrowersyjnymi, mam na myśli takie, które często pojawiają się w innych zestawieniach poradnikowych o tym, czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej, ale ja mam na ich temat inne zdanie:

„Podkupiono mnie do innej firmy”

Rekrutacja i przechodzenie pracowników z firmy do firmy to normalna praktyka. Jeśli jakiś pracodawca odrzuca pracowników, którzy w przeszłości dali się lub są skłonni dać się przekonać headhunterowi do przejścia do innej firmy, to może mieć bardzo zawężoną grupę do wyboru –  do osób, które obecnie są bez pracy, i praktycznie tylko jedno narzędzie do zastosowania – ogłoszenie.
Rzadko zdarza się, by do decyzji o przejściu do innego pracodawcy wystarczył telefon headhuntera. Z moich doświadczeń wynika, że musi nastąpić połączenie dwóch elementów – telefonu od rekrutera z gotowością do zmiany pracy. A ta druga wynika często z poczucia bycia niedocenianym, zbyt niskiego wynagrodzenia, zamkniętej ścieżki awansu lub rozwoju, wewnętrznych konfliktów, atmosfery w firmie. Na te wszystkie czynniki pracodawca może mieć bezpośredni wpływ. Zamiast więc „obrażać” się na kandydatów, którzy nie byli „lojalni” i dali się zrekrutować, lepiej dbać o obecnych pracowników, żeby nie byli gotowi do podejmowania rozmów z headhunterem, gdy zadzwoni.

Opowiadanie o własnych porażkach i słabych stronach

Każdy menedżer czy specjalista z dłuższym niż 3 lata stażem pracy, musiał się otrzeć o porażkę, problem, którego nie rozwiązał, projekt, którego nie zrealizował. To normalne, powszechne. Dla mnie istotne jest to, jak ktoś poradził sobie z tą sytuacją, co z niej wyniósł, jakie zmiany to przyniosło. Kandydatów, którzy twierdzą, że zawsze wszystko im się udawało, a wszyscy dookoła ich lubili, traktuję podejrzliwie, uważając, że albo nierealistycznie postrzegają siebie w otaczającej ich rzeczywistości, albo nie przeszli jeszcze bojowego menedżerskiego chrztu, a moim klientom chcę rekomendować tylko ludzi doświadczonych, o których wiadomo, że poradzą sobie w trudnych biznesowych sytuacjach.
To, czego jednak warto unikać, to prezentowania się jako ofiara wydarzeń. Ostatnio spotkałam się z kandydatem, u którego wątkiem przewodnim była porażka: firma podjęła złe decyzje i zbankrutowała, w kolejnej inwestycja z nierzetelnym partnerem doprowadziła do zamknięcia części biznesu, w kolejnej już po rozpoczęciu pracy odkrył, że został wprowadzony w błąd co do planów właściciela. Całość układała się w przygnębiającą opowieść o człowieku, który ma w życiu pecha. To odstrasza.

Rozmowa kwalifikacyjna to element większej całości. Poza tym, czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej, ważne jest jeszcze to, co robić, a czego nie. Jednym z dobrych posunięć jest na przykład wykorzystanie pierwszego wrażenia. A jakie są wasze doświadczenia z tematami „drażliwymi”?

The post Czego nie mówić na rozmowie kwalifikacyjnej appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/czego-nie-mowic-na-rozmowie-kwalifikacyjnej/feed/ 1
Rozmowa kwalifikacyjna przez skype http://www.miejskieprzygody.pl/rozmowa-kwalifikacyjna-przez-skype/ http://www.miejskieprzygody.pl/rozmowa-kwalifikacyjna-przez-skype/#comments Tue, 14 Apr 2015 18:53:21 +0000 http://miejskieprzygody.pl/?p=997 Czym różni się rozmowa kwalifikacyjna przez skype od zwykłej? Niczym poza formą kontaktu. To cały czas pełnowartościowy element procesu rekrutacji, na podstawie którego rekrutujący podejmie decyzję o zatrudnieniu lub zaproszeniu nas do kolejnych etapów. To może być więc nasza jedyna szansa na...

The post Rozmowa kwalifikacyjna przez skype appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
Czym różni się rozmowa kwalifikacyjna przez skype od zwykłej? Niczym poza formą kontaktu. To cały czas pełnowartościowy element procesu rekrutacji, na podstawie którego rekrutujący podejmie decyzję o zatrudnieniu lub zaproszeniu nas do kolejnych etapów. To może być więc nasza jedyna szansa na prezentację w rekrutacji, warto zrobić ile się da, żeby wypaść jak najlepiej.
Każda rozmowa kwalifikacyjna jest stresująca. Znam jednak osoby, dla których ta prowadzona przez skype jest dużo trudniejsza od rozmowy bezpośredniej. Czy wy też tak macie?

Jak się przygotować do rozmowy kwalifikacyjnej przez skype

Prowadzę projekty dla klientów w całej Polsce, co oznacza, że kandydatów też szukam w całym kraju, a czasami i poza jego granicami. Świetnie, jeśli możemy spotkać się osobiście, często jednak nie jest to możliwe i wtedy korzystam ze skype. Najważniejsze w ocenie kandydata (oczywiście) są zawsze jego/jej kompetencje, ale pewną rolę odgrywają też (nie ma co udawać, że nie) elementy autoprezentacji. I o ile podczas rozmowy w biurze większość kandydatów zna podstawowe zasady (strój, uśmiech, kontakt wzrokowy, zdecydowany uścisk dłoni etc.) i je stosuje z powodzeniem, to dla wielu osób rozmowa kwalifikacyjna przez skype wydaje się być niezbadanym lądem.

Podzielę się z wami dzisiaj tym, o co według mojego doświadczenia warto zadbać przed i w trakcie takiej rozmowy.

PRZED ROZMOWĄ

PRZYGOTUJ SCENĘ

1. Tło: ważne jest to, co mówimy, ale to, co widać za nami też wpływa to, jak się prezentujemy. Suszące się pranie, sterty dziecięcych zabawek, wypchana głowa jelenia z porożem – widziałam w tle to i jeszcze kilka innych atrakcji. To oczywiste, że większość kandydatów prowadzi taką rozmowę z domu, a dom… no cóż, to dom, w którym i są dzieci, i robi się pranie, i otacza ukochanymi przedmiotami. Tylko, że ja nie wpadam do kandydata na kawę. Ja chcę spotkać się z profesjonalistą i rozmawiać o pracy, a nie kolorze majtek, które właśnie wyprał. To, co można przearanżować, warto przearanżować. Może możesz przenieść pranie na tę godzinę w inną część pokoju, może na ścianie za sobą możesz powiesić obraz z przedpokoju, zamiast serii półnagich zdjęć rodzinnych z plaży (tak, tak…). I nie, nie chodzi mi o to, że rodzinne wakacje na plaży to zło. Bardziej o to, że część rodzinnych wydarzeń powinna pozostać prywatna, nawet jeśli rekrutację zleciła firma o rodzinnym charakterze. Przyjrzyj się krytycznym okiem temu, co będzie widać za tobą i zmień, co trzeba.

2. Kamera: żeby najlepiej było nas widać, kamera powinna znajdować się na wysokości wzroku. Jeśli korzystasz z laptopa lub tabletu, połóż je na podstawce. Nawet kilka książek ułożonych jedna na drugiej może być rozwiązaniem. Ważne, żeby kamera była na wysokości twojego wzroku. Zdarzyło mi się rozmawiać z kandydatem, który korzystał ze skype na tablecie, a tablet ten trzymał w ręku. Przez całą rozmowę czułam się, jak na przejeździe kolejką górską w wesołym miasteczku… Jeśli korzystasz z tabletu, znajdź mu wygodne ustawienie na stabilnym biurku. Rozmówca będzie ci wdzięczny.

3. Oświetlenie: kamera to czuły organizm, a do prawidłowego funkcjonowania potrzebne jest jej światło. Bez niego nie pokaże nic i cały nasz wysiłek włożony w odpowiednią mimikę i kontakt wzrokowy (o tym za chwilę) pójdzie na marne. Powinniśmy mieć światło, które oświetla nas z przodu, idealnie jeśli możemy siedzieć przed oknem. Jeśli usiądziemy tyłem do okna, osiągniemy „efekt świętego”: złocista aureola i ciemna plama w miejscu twarzy. Nie jest fajnie rozmawiać z kimś, czyjej twarzy nie widać – sprawdziłam wielokrotnie. Z kolei światło z boku da efekt potwora z kreskówki, który ma tylko pół twarzy. Jeśli nie macie możliwości siedzenia na wprost równomiernie oświetlającego was okna (albo rozmowa ma odbyć się ciemnym, zimowym popołudniem) postarajcie się o lampkę, która będzie oświetlała z góry waszą twarz (zwykła biurkowa lampa wystarczy) i dodatkowe, boczne źródło światła, żeby kamera dobrze mogła rozłożyć siły.

4. Notatki: jedną z ogromnych zalet jakie ma rozmowa kwalifikacyjna przez skype, jest możliwość korzystania z notatek, co czasami bywa trudne lub niemożliwe na zwykłym spotkaniu. Obok komputera możecie mieć więc zapisane główne punkty swojej prezentacji, swoje CV, kluczowe informacje o firmie lub rynku, listę pytań do firmy, i korzystać z nich dyskretnie w trakcie rozmowy.

PRZYGOTUJ AKTORA

5. Ubranie: dres, koszulka polo, t-shirt – w ostatnich tygodniach prowadziłam kilkanaście rozmów przez skype i naoglądałam się wachlarza strojów. Wszystkie dotyczyła pozycji menedżerskich. Rozmowa kwalifikacyjna przez skype to normalna rozmowa kwalifikacyjna. Na spotkanie w biurze żaden z tych panów w dresie by się nie stawił, ale w zaciszu własnego domu czują się bardziej jak na spotkaniu ze znajomym niż podczas oficjalnej okazji. Nie róbcie tego błędu. Jeśli bardzo nie lubicie formalnego ubioru lub źle czujecie się w ciasnych spodniach lub sztywnej spódnicy, możecie zostać w spodniach od dresu łącząc je z oficjalną „górą”. Pamiętajcie tylko, żeby nie wstawać podczas rozmowy!

ZRÓB PRÓBĘ

6. Test połączenia i sprzętu: to jest oczywista oczywistość, więc zaznaczam ją, żeby nam nie umknęła: zawsze, absolutnie zawsze, przed rozmową sprawdźcie działanie sprzętu, połączenia i tego, jak was widać i słychać, z kimś znajomym, kto wprost powie wam co jest jeszcze do poprawienia.

7. Podrasuj profil skype: profesjonalne zdjęcie w profilu skype i profesjonalny nick nie zaszkodziło jeszcze nikomu, ale nie przejmujcie się za bardzo jeśli nick ziutek.kowalski jest już zajęty i pozostało tylko ziutek123.kowalski_8. Rozmowa i tak się odbędzie, a to najważniejsze.

8. Dane kontaktowe: zadbajcie o to, żeby mieć pod ręką dane kontaktowe do osoby, z którą macie rozmawiać, w tym numer telefonu. Na przykład na wypadek, gdy na minutę przed „godziną zero” padnie internet…

W TRAKCIE ROZMOWY

ZADBAJ O JAKOŚĆ

1. Słuchawki/mikrofon: nie ma nic złego, wstydliwego ani źle odbieranego w używaniu podczas rozmowy słuchawek. Ja używam ich za każdym razem, żeby mieć pewność, że dobrze usłyszę każde zdanie kandydata, nie zagłuszą go odgłosy autobusu przejeżdżającego ulicą, czy cygańskiej orkiestry, która właśnie postanowiła rozpocząć koncert pod oknem. W moim zestawie ze słuchawkami mam też mikrofon, co z kolei pomaga w zbieraniu wszystkich zdań. Dobry mikrofon skutecznie będzie neutralizował słabszą jakość połączenia. Szczególnie jeśli czeka was rozmowa z obcym języku lub z kilkoma osobami, postarajcie się o słuchawki, żeby wątpliwości, czy dobrze usłyszeliście dane słowo nie podnosiły poziomu stresu.

2. Otoczenie: kolejna oczywistość: zamknijcie drzwi od pokoju, uprzedźcie współlokatorów, że jesteście niedostępni, wyłączcie telefon i inne aplikacje na ekranie oraz ich głośne powiadomienia.

3. Problemy techniczne: ostatnia z oczywistości. Jeśli się pojawiają lub mogą pojawić, koniecznie mówmy o nich od razu. W zeszłym tygodniu rozmawiałam z kandydatem, który od razu na początku uprzedził mnie, że ma problem z baterią laptopa, która może się niespodziewanie wyłączyć. Dzięki temu, nie byłam zaskoczona, gdy 40 min później połączenie zostało przerwane, a on nie dawał się ponownie wywołać. Po 5 minutach rozwiązał problem po swojej stronie i dokończyliśmy rozmowę.

ZADBAJ O RELACJĘ

3. Kontakt wzrokowy: rozmowa kwalifikacyjna przez skype różni się od innych tym, że jest prowadzona właśnie przez skype (ha!). Cierpi na tym utrzymywanie kontaktu wzrokowego. Zupełnie naturalnym odruchem jest patrzenie na obraz rozmówcy na ekranie, kiedy coś mówimy. Ja zawsze staram się, żeby od czasu do czasu, kiedy zadaję pytania lub opowiadam o stanowisku, patrzeć w kamerę. Uczucie początkowo dziwne i wymagające przezwyciężenia, ale efekt wart tego. Po drugiej stronie mój rozmówca ma wrażenie, że patrzę na niego, a to bardzo pomaga w budowaniu kontaktu i relacji.

4. Uśmiech: rozmowa kwalifikacyjna stresuje zawsze i każdego, a taka przez skype przez swoją formę, dla wielu osób jest jeszcze trudniejsza. Prawie każdy kandydat, z którym rozmawiałam w ostatnim miesiącu zapominał się uśmiechać. Jeśli boicie się, że to może być i wasza przypadłość, z boku monitora przyklejcie kartkę-przypominajkę.

To wszystkie punkty, które ja uważam za najważniejsze. Jeśli jeszcze jakieś przychodzą wam do głowy, napiszcie w komentarzach. No i koniecznie dajcie znać, jakie są wasze doświadczenia z rozmowami kwalifikacyjnymi przez skype.

The post Rozmowa kwalifikacyjna przez skype appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/rozmowa-kwalifikacyjna-przez-skype/feed/ 2
Jak znaleźć pracownika do małej firmy http://www.miejskieprzygody.pl/jak-znalezc-pracownika-do-malej-firmy/ http://www.miejskieprzygody.pl/jak-znalezc-pracownika-do-malej-firmy/#comments Tue, 07 Apr 2015 06:57:25 +0000 http://miejskieprzygody.pl/?p=911 Czasami przychodzi taki moment, gdy twoja firma się rozrasta i okazuje się, że sam nie dasz rady już jej prowadzić. Potrzebujesz kogoś zatrudnić. Albo też twój model biznesu od początku zakłada zatrudnienie załogi (np. przedszkole, kawiarnia, sklep). Choć teoretycznie proste (dajesz komuś...

The post Jak znaleźć pracownika do małej firmy appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
Czasami przychodzi taki moment, gdy twoja firma się rozrasta i okazuje się, że sam nie dasz rady już jej prowadzić. Potrzebujesz kogoś zatrudnić. Albo też twój model biznesu od początku zakłada zatrudnienie załogi (np. przedszkole, kawiarnia, sklep). Choć teoretycznie proste (dajesz komuś zatrudnienie, on/ona wykonuje swoją pracę, wypłacasz pensję), w praktyce rodzi sporo stresu i okazuje się wyzwaniem. Jak więc szukać pracownika, żeby go znaleźć?

Jak zatrudnić pracownika w małej firmie

Żeby znaleźć pracownika do małej firmy, ważne jest 5 rzeczy:

  1. Nastawienie: przygotuj się psychicznie. Uświadom sobie, że dla ciebie twoja firma to twoje Dziecko. Jesteś związany z nią emocjonalnie i gotów dużo jej poświęcić. Dla osoby, którą zatrudnisz to Miejsce Pracy, do którego przychodzi, żeby zarobić pieniądze. Jej/jego więź emocjonalna (przynajmniej na początku) z twoją firmą nie istnieje. Ta osoba nie jest więc też gotowa do poświęceń, zwiększonego trudu, nakładu czasu etc. Jedyne co będzie ją motywowało to wynagrodzenie. Osoba, którą zatrudnisz bierze też pod uwagę odejście z twojej firmy kiedyś/jakoś, i jest to normalne zachowanie na rynku pracy, gdzie pracownik zmienia źródło dochodu, jeśli obecne z jakichś powodów nie spełnia już dla niego swojej roli.

  2. Profil: sprecyzuj swoje oczekiwania wobec pracownika. Zamiast zaczynać od listy wymagań czy ogłoszenia, zacznij od listy zadań. Zapisz czym ma zajmować się ta osoba w twojej firmie, z kim będzie współpracowała. W kolejnym kroku, patrząc na listę zadań wypisz, co w związku z tym powinna umieć i jakie mieć cechy osobowościowe. Spojrzyj ponownie teraz na listę kwalifikacji i podkreśl maksymalnie 3 kompetencje/umiejętności i 2 cechy osobowości, które są absolutnie niezbędne. To te, z których nie możesz zrezygnować szukając pracownika, pozostałe będą miłym dodatkiem.

  3. Opis: na hasło „szukam pracownika” zgłosi się do ciebie każdy i nikt. To zbyt ogólne pojęcie, by przyniosło zamierzony skutek. Postaraj się opisać rolę zatrudnianej osoby całym zdaniem, a nie hasłem, nazwą stanowiska. Np. „Szukam osoby, która będzie odpisywała na e-maile klientów i odbierała od nich telefony” zamiast „szukam specjalisty ds. obsługi klienta”. To pierwsze lepiej oddaje rzeczywistość i pomoże Ci znaleźć osobę, która rzeczywiście chce to robić. W kolejnym kroku przygotuj też krótki opis zawierający te cechy i umiejętności, które uznałeś za kluczowe.

  4. Rozpuszczenie wieści: ten krok zwykle jawi się jako największa trudność. Co zrobić, jak szukać tych ludzi?? Dać ogłoszenie w gazecie? Już prawie nikt nie czyta gazet. Dać ogłoszenie w internecie? Strasznie drogo. W przypadku małej firmy najprościej, znaczy też najlepiej. Rozpuść wici. Spraw, żeby każdy z kim masz kontakt dowiedział się, że szukasz pracownika. Mów o tym znajomym (używając krótkiego zdania z opisu w pkt 3.). Zamieść informacje na swoim fanpage FB. Wrzuć informację na stronę internetową swojej działalności. A jeśli prowadzisz lokal – powieś też kartkę na szybie. Wśród osób, które są twoimi klientami są ludzie, którzy lubią twoją firmę, jej produkty i usługi. A może ktoś z nich akurat szuka pracy?

  5. Selekcja: to najbardziej czasochłonny krok. Przygotuj się, że może zgłosić się sporo osób. Prowadząc rozmowy z kandydatami, pamiętaj o swoich „żelaznych” wymaganiach. Czy ta osoba, choć jest bardzo miła, je ma? Jeśli nie, podziękuj jej i szukaj dalej. Zaufaj też swojej intuicji. Co ci podpowiada o kolejnych osobach? Pamiętaj, że będziesz musiał do pewnego stopnia obdarzyć tą osobę zaufaniem. Czy byłbyś gotów zrobić tak, z tą z którą właśnie rozmawiasz?

Zatrudnianie ludzi we własnej małej firmie to wyzwanie. Ale jeśli będziesz trzymać się powyższych punktów masz szansę przejść przez to bez stresu :-) Powodzenia!

Tekst ukazał się po raz pierwszy na portalu Klaster Kobiet, na którego zamówienie powstał.

The post Jak znaleźć pracownika do małej firmy appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/jak-znalezc-pracownika-do-malej-firmy/feed/ 0
Podawanie pensji w ogłoszeniu http://www.miejskieprzygody.pl/podawanie-pensji-w-ogloszeniu/ http://www.miejskieprzygody.pl/podawanie-pensji-w-ogloszeniu/#comments Sat, 28 Mar 2015 13:07:32 +0000 http://miejskieprzygody.pl/?p=764 Kilka tygodni temu światem HR i social media wstrząsnęło ogłoszenie o pracy oferowane przez Monikę Czaplickę. Temat był głośny do tego stopnia, że opisało go natemat.pl. Ogłoszenie Moniki miało trzy cechy, którymi zdecydowanie różniło się od innych ogłoszeń: brak wymogu...

The post Podawanie pensji w ogłoszeniu appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
Kilka tygodni temu światem HR i social media wstrząsnęło ogłoszenie o pracy oferowane przez Monikę Czaplickę. Temat był głośny do tego stopnia, że opisało go natemat.pl. Ogłoszenie Moniki miało trzy cechy, którymi zdecydowanie różniło się od innych ogłoszeń: brak wymogu CV (zastąpionego rozbudowaną, szczegółową ankietą), forma prezentacji ogłoszenia idealnie dopasowana do grupy docelowej (ludzi aktywnych online i działających w mediach społecznościowych) i ujawnienie w ogłoszeniu wysokości proponowanych zarobków.
O ile z pierwszymi dwoma punktami można dyskutować i uważać, że są fajne, ale nie uniwersalnie stosowalne, o tyle punkt ostatni – ujawnianie zarobków w ogłoszeniach jest czymś, czego mi faktycznie brakuje. Postanowiłam więc przyjrzeć się bliżej, czemu tak jest.

płaca w ogłoszeniu

Czemu w Polsce nie pisze się o proponowanych zarobkach w ogłoszeniu?

Po pierwsze trzeba zaznaczyć, że są tacy, którzy piszą. Piszą na przykład urzędy zamieszczające ogłoszenia w Biuletynie Służby Cywilnej oraz ośrodki naukowe. Łączy je fakt, że wygrodzenia są w nich regulowane odgórnie przez rozporządzenia rządowe podawane do publicznej wiadomości.

Czemu jednak proponowanego wynagrodzenia nie ujawniają gracze biznesowi? Kiedy zbierałam materiały do tego wpisu analizowałam różne dane i konsultowałam się ze znajomymi z branży. Z tego zbioru informacji wyłaniała się jedna odpowiedź: ukrywanie zarobków w ogłoszeniach w Polsce to zaszłość, z którą jest wygodnie, więc nikomu nie spieszy się, by ją zmieniać.

Brzemię historii.

Kiedy w latach 90. zmieniał się gwałtownie rynek pracy, zjawiły się w Polsce międzynarodowe firmy, które zarówno przejmowały firmy polskie, jak i od zera budowały tu swoje operacje. Wraz z nimi pojawiło się duże rozwarstwienie zarobkowe. W jednej firmie często pracowali na tych samych stanowiskach ludzie o zupełnie różnych pensjach, co wynikało z tego, że jeden wynegocjował więcej niż drugi. Albo jeden był młody, znał angielski, błyskawicznie się uczył i właśnie został przyjęty, a drugi pracował w przejętej firmie od lat 60-tych, znał tylko polski i myślał już chętniej o emeryturze, niż o nauce nowych sposobów funkcjonowania w biznesie. Firma więc płaciła więcej temu pierwszemu, a zarobki drugiego traktowała jako stały, konieczny do ponoszenia koszt. Można powiedzieć „to nie fair”, ale każdy kto pamięta lata 90. pamięta, że czasy te przypomniały nieco okres rządzony prawem dżungli…
Żeby uniknąć „buntu na pokładzie” pracodawcy często zastrzegali wtedy w kontraktach konieczność zachowania wynagrodzenia w tajemnicy. I tajemniczo też poruszali się po rynku, nie ujawniając w ogłoszeniach jaka będzie pensja, gotowi zapłacić więcej dobremu kandydatowi, jeśli będzie taka potrzeba.

W tym momencie, ponad 25 lat po transformacji, sytuacja płacowa w firmach zarówno dużych, jak i mniejszych, jest już dużo bardziej unormowana i wyrównana. Regulaminy wynagradzania, wartościowanie stanowisk, matryce wynagrodzeń to instrumenty, które trzeba chcieć wprowadzić, nie pojawiają się z automatu. Prawie wszystkie duże, i coraz więcej średnich firm już je ma. Pozostałe zaś zwykle prowadząc rekrutację mają budżet – zaplanowane wynagrodzenie na stanowisku, które chcą obsadzić.

To wszystko pozwoliłoby umieszczać informacje o wynagrodzeniu w ogłoszeniu o pracy. Tylko, że nieumieszczanie jej jest dużo wygodniejsze, choćby z punktu widzenia negocjacji z kandydatem. Dlatego też nikomu nie spieszy się, by zmieniać rzeczywistość, która jest wygodna, a jej funkcjonowanie ugruntowane.

A jak jest w innych krajach?

Okazuje się, że wcale nie jest lepiej. W krajach zachodnich (Wielka Brytania, USA, Holandia czy Belgia) jeszcze 10 lat temu standardem było zarówno ujawnianie planowanego budżetu na stanowisko, jak i oczekiwanie od kandydata, że szczerze opowie ile zarabiał w poprzednich miejscach pracy. Sytuacja zmieniła się jednak ostatnio, a analitycy tych rynków upatrują przyczyn w kryzysie ekonomicznym sprzed 6 lat. Wtedy odwróciły się role: już nie pracodawca zabiegał o najlepszych pracowników kusząc ich między innymi atrakcyjnym wynagrodzeniem ujawnianym na samym początku, czyli w ogłoszeniu. Teraz to aktywnie poszukujący pracy kandydaci, często o bardzo wysokich kwalifikacjach, świeżo zwolnieni w wyniku cięć przez konkurencję, zaczęli zabiegać o zainteresowanie firm. Te dostrzegły wygodę sytuacji: „nie mówmy ile jesteśmy gotowi zapłacić, niech oni najpierw powiedzą za ile gotowi są pracować. Może zaoszczędzimy?”

To podejście, w połączeniu z coraz częstszą asertywnością kandydatów przy ujawnianiu historii zarobków, sprawia że dyskusja o finansach schodzi małymi krokami do podziemia, a otwarte pokazywanie przedziału proponowanego wynagrodzenia w ogłoszeniu dotyczy już tylko niektórych ofert, a nie jak kiedyś – większości.

Czy oczekiwania finansowe mogą wpłynąć na nasze szanse w rekrutacji?

Cała debata wokół słuszności otwartego mówienia o zarobkach, wydaje się być spowodowana obawą osób szukających pracy, że ich oczekiwania finansowe (i to zarówno zbyt wysokie, jak i zbyt niskie) będą miały znaczący wpływ na szanse w rekrutacji. Często uważa się, że firma chce zatrudnić najtańszego człowieka. Moje doświadczenia pracy z klientami pokazują, że faktycznie żaden z nich nie lubi przepłacać, za coś co można dostać na rynku w tej samej jakości taniej. Jednocześnie mają przewidziany pewien budżet na stanowisko. Kandydat, który się ze swoimi oczekiwaniami w tym budżecie mieści, może być rozważany w procesie. Ale nie oznacza to, że kiedy twoje oczekiwania wychodzą poza budżet to będziesz automatycznie odrzucony.

Ponieważ wszystko zależy.

Zależy ilu jest kontrkandydatów, zależy jak sztywny jest budżet na wynagrodzenie, wreszcie zależy jak bardzo firmie zależy na zapełnieniu tego wakatu.

Poziom wynagrodzenia określony budżetem jest pewną wytyczną. W wielu firmach pozostawiony jest pewien margines na negocjacje. Czasami, szczególnie w firmach, które nie są w pełni sproceduralizowanymi korporacjami, jest przestrzeń na wynegocjowanie satysfakcjonujących warunków, które wykraczają poza pensję: sposób korzystania z samochodu służbowego, dopłata do wynajmowanego mieszkania (przy relokacji), dofinansowanie studiów. Zdarza się, że finalnie zatrudniony zostaje kandydat, którego pierwotne oczekiwania przekraczały budżet, ale w wyniku negocjacji zgodził się on na niższą pensję uzupełnioną dodatkowymi bonusami.

Wytyczone widełki bywają też weryfikowane przez rynek. Przy jednym z projektów, które prowadziłam, klient założył, że jest gotów na pensję w wysokości 10 tysięcy złotych. Podczas rozmów z kandydatami posiadającymi poszukiwane kwalifikacje okazało się, że ich najniższe oczekiwania to poziom 15 tysięcy złotych. Są sytuacje, gdy budżet w konfrontacji z takimi oczekiwaniami udaje się zwiększyć. W tym przypadku jednak firma zrezygnowała z tego stanowiska, ponieważ nie była gotowa płacić więcej.

Zdarza się też, że widełki wynagrodzeń są szerokie. W innym z projektów, jakie realizowałam, klient ustawił przedział od 8 do 15 tysięcy złotych. Powodem była duża otwartość na kandydatów o różnym stopniu doświadczenia i zaawansowania. Klient był gotowy przyjąć do tej pracy zarówno osobę z 6-8 letnim doświadczeniem w tej dziedzinie, jak i osobę z 15-20 letnim. I gotów był odpowiednio różnie im zapłacić. Czy ustawienie tak widełek oznaczało, że jeśli Kandydat z 6-letnim doświadczeniem będzie oczekiwał wynagrodzenia na poziomie 15 tysięcy, to je dostanie? Niestety nie.

Jest dużo plusów w zatajaniu planowanej pensji na etapie ogłoszenia z punktu widzenia pracodawcy. Uważam jednak, że wszystkim byłoby łatwiej, gdyby ujawnianie przewidzianego wynagrodzenia było częstsze. A wy co o tym sądzicie?

The post Podawanie pensji w ogłoszeniu appeared first on Miejskie Przygody.

]]>
http://www.miejskieprzygody.pl/podawanie-pensji-w-ogloszeniu/feed/ 10